Rzymsko-katolicka kaplica
pw. św Wojciecha
Bractwo Kapłańskie Piusa X (FSSPX)

Katolicka gorliwość wyraża się najpełniej w uwielbieniu Boga w Trójcy Jedynego, poprzez adorację, którą dusza oddana Bogu oddycha jak najczystszym powietrzem. Sztuka oddania się Panu Bogu w modlitwie, posiada w Kościele Chrystusowym, wielowiekową tradycję, której prawzorem była postawa samego Pana Jezusa podczas Jego modlitwy w Wieczerniku i w Ogrodzie Oliwnym. Ten obraz, pokornego poddania się woli Ojca oraz ofiarowania samego siebie ostatecznie na drzewie Krzyża, został Kościołowi przekazany w postaci sakramentalnych znaków wraz z towarzyszącymi im rytuałami, na zasadzie bardzo szczególnego depozytu. Rdzeniem a zarazem spoiwem całości jest wiara – jedyna, prawdziwa i nienaruszalna, do której nie można niczego dodać, ani niczego w niej pominąć czy zmodyfikować. Pokarmem zaś – dzięki któremu dusze nabierają sił i otrzymują łaskę ostatecznego zjednoczenia z Bogiem w Jezusie Chrystusie – są święte Sakramenty. Jedynym depozytariuszem i szafarzem tych świętych darów Bożych, Chrystus Pan uczynił Kościół – Jeden, Święty, Katolicki i Apostolski, na czele którego postawił Piotra i nieprzerwany szereg jego następców. W tym jedynym Kościele, filarze niezmąconej prawdy, ludzie wszystkich ras i narodów otrzymują ów niezniszczalny i nienaruszalny depozyt wiary oraz Łaskę – niczym nie zastępowalną, dla zbawienia i życia wiecznego konieczną. Nie dzieje się to jednak samo, bez ludzkiego udziału a przede wszystkim, bez specjalnie powołanych szafarzy tych wielkich Bożych tajemnic. Pan Jezus nie szczędzi łask, ale rozlewa je obficie za pośrednictwem najpierw samych Apostołów, potem przez nich wyświęconych, ich następców – biskupów, aż w końcu w tej samej nieprzerwanej apostolskiej sukcesji, powoływanych i specjalnie namaszczanych ich wiernych współpracowników – kapłanów Winnicy Pańskiej.
Po to właśnie została otwarta szczecińska kaplica przy ul. Monte Casino, żeby każdy kto tęskni za pełnią adoracji – w ciszy i uwielbieniu, w bojaźni Bożej i wdzięczności, w pokorze i radości serca – mógł klęknąć przed Panem ze spokojem ducha i sumienia. Chodzi o to, żeby czcić Boga i w trwaniu przed Nim odczytać i rozumieć Jego wolę, w taki sposób, w jaki robiła to cała plejada świętych Kościoła Powszechnego w całej Jego długiej historii. Tutaj każdy znajdzie to wszystko a zarazem to tylko, co stanowi rzymskokatolicką Tradycję. Tym samym, wszystko to, co tej Tradycji przeczy bądź przeszkadza, pozostaje poza wejściem do kaplicy, jak kurz strząśnięty z butów. Wierni zatem, mogą mieć pewność, że Sakramenty i Sakramentalia tu udzielane, sprawowane są wg ksiąg i rytuałów obrządku Rzymskokatolickiego w ich niezmąconej czystości – z całą pieczołowitością godną ich zbawczej doniosłości. Wszelkie nowoczesne wtrącenia protestanckie – czy też, bardzo dziś modne, nowatorskie obyczaje wzięte z praktyk pogańskich – nie znajdują tutaj najmniejszego nawet zastosowania. Wierni w kaplicy są zupełnie spokojni o godność sprawowanych nabożeństw, wolnych od jakichkolwiek profanacji czy nadużyć. Sakrament Spowiedzi (tytułem przykładu), udzielany na klęcząco i w konfesjonale; Komunia św. – udzielana zawsze na kolanach i do ust, wyłącznie przez kapłana a nigdy przez jakichkolwiek świeckich szafarzy czy szafarki; służba ołtarza zawsze we wzorowej dyscyplinie i skupieniu (nie ma mowy o ministrantkach, świeckich lektorach czy samozwańczych lektorkach). Wierni nie spotkają się tutaj z szamańskimi modłami wokół świec, cudacznymi zachowaniami podczas liturgii, tańcami, czy jakimikolwiek praktykami rodem z Neokatechumenatu czy jakichś wspólnot charyzmatyckich na wzór protestanckich sekt. Kapłani posługujący wiernym w kaplicy nie posługują nigdy i nigdzie w jakiejkolwiek innej formie niż ta, która stanowi katolicką Tradycję i dyscyplinę. Tutaj pielęgnowany jest w sposób szczególny język Kościoła a śpiew gregoriański obowiązuje bezwarunkowo na każdej Mszy śpiewanej.
Patronem kaplicy w Szczecinie jest św. Wojciech, którego opieka ma szczególne znaczenie. Święty, który poniósł śmierć bo EWANGELIZOWAŁ. Tam gdzie przebywał, wprowadzał zasady Ewangelii Jezusa Chrystusa – bez pominięć, bez uwspółcześniania, bez prób wypracowywania wspólnego stanowiska z partnerami dialogu. Zginął z rąk pogańskiego kapłana doprowadzonego do furii. Czy dlatego, że święty chciał go zdenerwować? Czy dlatego, że sam także stracił panowanie nad sobą? Nie! Zginął śmiercią męczeńską właśnie dlatego, że nie stchórzył, ale głosił Słowo w porę i jak się okazało – nie w porę. Św. Wojciech nie prowadził dialogu, nie próbował dostosowywać Ewangelii do tubylczych obyczajów, nie eksperymentował też z tzw. inkulturacją czy innymi dostosowaniami. Czy nie mógł – jak wielu dzisiaj – przemówić do tubylców: Bracia! Nie musicie zdradzać wiary swych ojców, nie musicie zmieniać swoich obyczajów, nie chcemy was nawracać a prozelityzmu definitywnie się wyrzekamy. Szanujmy się wzajemnie, tolerujmy swoją inność a dialog, który wam proponujemy doprowadzi nas zapewne do odkrycia, że więcej nas łączy niż dzieli? Nie! Św. Wojciech wolał pozostać wiernym do końca.
Warto zapytać: a cóż na to papież? Czy potępił Wojciecha za jego fundamentalizm, za nieprzejednaną postawę niezgodną z ewangeliczną uprzejmością, za łamanie praw człowieka, których fundamentem jest – podobno – prawo do wolności religijnej? Czy może wyraził wolę Kościoła do kroczenia drogą otwarcia i dialogu, tolerancji i wzajemnego zrozumienia? Nie! Sylwester II wpisał Wojciecha (Adalbertus) w poczet świętych zaledwie w dwa lata po jego męczeńskiej śmierci. Kościół był dumny, że Pan Bóg ożywia go takimi wielkimi postaciami i zawsze stawiał przed swoimi dziećmi, właśnie takich wielkich jako wzór do naśladowania. I rzeczywiście, nie bez błogosławionych owoców. Wiara się szerzyła – owszem, męczenników nie brakowało, ale i Kościół rósł a wiara święciła tryumfy. Właściwie nieprzerwanie przez prawie dwadzieścia wieków, aż do momentu, kiedy przeważyła w Kościele opinia, że można dokonać takich zmian w wykładzie wiary oraz w praktyce posługi sakramentalnej i duszpasterskiej, które pogodzą Kościół z wrogim mu światem a owoce tego eksperymentu przyniosą lepsze efekty. Od tego momentu, postawa św. Wojciecha, św. Jana Vianneya, św. Maksymiliana i wielu innych świętych stała się archaiczna a ich naśladowców nazywa się pogardliwie lefebrystami. Wystarczyło kilka zaledwie dziesięcioleci tego nieszczęsnego eksperymentu a problemem stało pogodzenie tego zreformowanego Kościoła z katolicką Tradycją. Powstała specjalna Rada, wielu prałatów łamie sobie głowy a problem pozostaje – wiara ginie, obyczaje dziczeją, duszpasterze błądzą, wierni odchodzą a Tradycja schodzi do współczesnych katakumb.
Tym właśnie jest kaplica przy ul. Monte Casino.